Raz jedna agrafka urodziła syna
z pozłacanego drutu.
I ten syn marzył o wielkich czynach,
na przykład o głaskaniu mamutów.
I wierzył, że tak się kiedyś stanie,
tymczasem mama i nianie
wciąż go łajały za różne sprawki.
Jak to agrafki.
A że był mały,
to też pouczały:
– posprzątaj pokój,
– tylko się nie pokłuj!
Pytały: znasz jakichś królów? Wymień!
I kazały mu się zapinać w zimie.
I wtedy syn agrafki
zabierał swoje zabawki
i przez pętelkę z guzika
na cały dzień się wymykał.
A chociaż jeszcze był młody,
wyruszał – hen – po przygody.
Zabierał uśmiech i worek.
I wracał na podwieczorek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz